W skrócie
- Pracownik Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie został zwolniony po tym, jak zgłosił nieprawidłowości dotyczące przejętych przez miasto pojazdów.
- Sprawa dotyczy samochodów, które trafiały na parkingi depozytowe, a następnie w tajemniczych okolicznościach znikały z ewidencji miejskiej.
- Sygnalista twierdzi, że jego zwolnienie to forma odwetu za próbę wyjaśnienia losów mienia komunalnego.
- Władze ZDM odpierają zarzuty, utrzymując, że rozwiązanie umowy o pracę nie miało związku z doniesieniami pracownika.
Znikające samochody i cicha zemsta?
W warszawskim Zarządzie Dróg Miejskich wybuchła poważna afera, która rzuca cień na procedury zarządzania mieniem przejętym przez miasto. Głównym bohaterem wydarzeń jest pracownik instytucji, który pełnił rolę sygnalisty. Mężczyzna zdecydował się poinformować swoich przełożonych oraz odpowiednie służby o niepokojących praktykach związanych z autami, które zgodnie z prawem powinny trafić na własność Warszawy, a zamiast tego „rozpłynęły się w powietrzu”.
Według relacji byłego już pracownika ZDM, problem dotyczył pojazdów odholowywanych z warszawskich ulic, które po upływie określonego czasu nie zostały odebrane przez właścicieli. Zgodnie z przepisami, takie mienie przechodzi na rzecz Skarbu Państwa lub miasta. Jednakże, jak zauważył sygnalista, część tych samochodów – często o znacznej wartości – nie trafiała do oficjalnej procedury utylizacji czy sprzedaży, lecz znikała z parkingów strzeżonych w niewyjaśnionych okolicznościach. Gdy mężczyzna zaczął drążyć temat i domagać się wyjaśnień w sprawie ewidencji, niedługo później otrzymał wypowiedzenie umowy o pracę.
Spór o transparentność w ZDM
Sytuacja wywołała burzliwą dyskusję na temat ochrony osób zgłaszających nadużycia w warszawskiej administracji. Sygnalista stoi na stanowisku, że jego zwolnienie było bezpośrednią konsekwencją „zbyt wścibskiego” podejścia do spraw, które powinny być w pełni transparentne. Wskazuje on, że w strukturach ZDM mogło dochodzić do celowego wyprowadzania mienia, co narażało miasto na realne straty finansowe. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że dotyczy miejskiej jednostki odpowiedzialnej za kluczową infrastrukturę stolicy.
Z kolei przedstawiciele Zarządu Dróg Miejskich kategorycznie odrzucają oskarżenia o działania odwetowe. W oficjalnych komunikatach podkreślają, że rozwiązanie stosunku pracy z byłym pracownikiem wynikało wyłącznie z przyczyn merytorycznych i organizacyjnych, a nie z faktu zgłoszenia przez niego jakichkolwiek nieprawidłowości. Urzędnicy zapewniają, że wszystkie procedury dotyczące pojazdów na parkingach depozytowych są zgodne z prawem, a ewidencja jest pod stałą kontrolą.
Czy sprawa trafi do prokuratury?
Mimo zapewnień ze strony ZDM, sprawa z pewnością nie zakończy się na wewnętrznych wyjaśnieniach. Obrońcy byłego pracownika zapowiadają walkę w sądzie pracy, a niewykluczone, że wkrótce zainteresują się nią organy ścigania. Mieszkańcy Warszawy, śledzący tę sprawę w mediach społecznościowych, domagają się pełnego audytu na parkingach depozytowych obsługujących stołeczne ulice. Czy warszawski ZDM rzeczywiście ma coś do ukrycia, czy to jedynie niefortunny zbieg okoliczności? Odpowiedź na to pytanie będzie kluczowa dla wiarygodności miejskich instytucji w oczach opinii publicznej.
